Jeśli nie Vogue, to co? Czyli o poszukiwaniach pisma na miarę…

„Powiedz mi jaką prasę czytasz a powiem Ci kim jesteś ”– czy coś w tym jest ?

A może– „Powiedz mi jaką prasę będziesz czytać a powiem Ci kim się staniesz…”

Czy kupują Państwo kolorowe czasopisma? Są Państwo wierni jednemu tytułowi czy kupujecie kilka? A może o zakupie decyduje przypadek, impuls, podtytuły czy gwiazda z okładki? Wybierają Państwo ze względu na cenę czy treść? Zawsze mamy wybór, chociaż w pewnej klasie magazynów zawęża się on niemiłosiernie… Czy jest w Polsce jakiś miesięcznik dotyczący mody, który wg Państwa zasłużył na legendę niczym Vogue? Czy zastanawiali się kiedyś Państwo na czym polega sukces Vogue’a?

Ja bardzo długo nie mogłam znaleźć na polskim rynku nic co dawałoby mi tyle inspiracji co Vogue. Kupowałam z wielkim trudem stare numery edycji francuskiej i włoskiej, z jeszcze większym numery bieżące, za jakieś niebotyczne sumy…ale ileż tam było inspiracji, a ta jak wiadomo jest bezcenna ;). Nie mam żadnego numeru tych pism, w którym nie znalazłabym nic co by mnie nie zainspirowało do tworzenia czegoś własnego. I nie chodzi właśnie o kopiowanie stylizacji czy projektów- chodzi o prawdziwą realną inspirację; kiedy punktem wyjścia jest np. sesja zdjęciowa na podstawie której tworzysz własną koncepcję np. poszewki na poduszkę. Zaczynasz kreatywnie zmieniać rzeczywistość wokół siebie. Traktowałam te pisma jak swoisty podręcznik do nauki, nie tylko mody, stylizacji czy wizażu, ale też, a może przede wszystkim; szyku, stylu i smaku. Ciężko znaleźć tam prawdziwy kicz, a nawet jeśli jest tam pokazany, to i tak owiany jest niezwykłą „voguemagią” ma w sobie „to coś”, a to „coś” nadaje mu charakter sztuki. Nie chodzi wcale o to, że promowane są tam drogie marki- to nie ma znaczenia. Znamy przecież bardzo tanie marki pełne klasy i niezwykle drogich projektantów kompletnie bez smaku. Chodzi właściwie o wybór tego co promuje gazeta i jak wpływa na kształtowanie się gustów swoich czytelników. Vogue niewątpliwie zasłużył na własną legendę. Jednak Vogue’a w rodzimej prasie nie mamy i pewnie długo mieć nie będziemy (pomimo starań „facebookowych” entuzjastów :) ). Szukałam więc tej „iskry” w innych tytułach szeroko w kraju dostępnych. Przez długi czas, nie znalazłam nic poza czymś sensownym do czytania – królował u mnie „Twój Styl”, ale zdarzało mi się nie kupować niektórych numerów, sięgać po inne wydawnictwa, wycinałam z nich co lepsze zdjęcia, coś co zwracało moją uwagę. Nie było tego zbyt dużo…a gazety po jakimś czasie lądowały w koszu na śmieci.

A ja marzyłam o tytule, który będę chłonąć od pierwszej do ostatniej strony, nie będę mogła się doczekać kolejnego numeru, a w dniu kiedy numer będzie się miał ukazać- będę biec do kiosku po jeszcze ciepły egzemplarz ;).

To już ponad rok temu… od ponad roku pochłaniam pasjonującą lekturę, po którą z radością i podekscytowaniem udaję się co miesiąc do empiku, czyniąc z tego mój mały rytuał. Bo właśnie takie drobne przyjemności (tak, tak– jak zakup ulubionej gazety) pozwalają mi cieszyć się światem…I niezmiernie miło mi, że znalazłam pismo, które daje mi tę radość. Czasopismo o modzie, które dotyka jej kluczowych aspektów, czyli twórczej potrzeby człowieka by wyrażać siebie. Jedyne czasopismo w Polsce które rozumie, że moda jest częścią świata sztuki i na swoich łamach edukuje czytelników bardzo rzeczowo również w tej dziedzinie. Mało tego, od początku, każdy numer jest doskonale przemyślany i konsekwentnie prowadzony (zarówno w doborze treści, jakości tej treści, doborze zdjęć i całym opracowaniu graficznym), wywiera to ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej bowiem w naszych „salonach prasowych” nie spotkałam się z czasopismem prowadzonym z takim smakiem, klasą i wyczuciem. Ponadto, każdy numer jest dla mnie inspiracją- mam je wszystkie i wszystkie nie są w dobrym stanie- bez przerwy z nich korzystam, wycinam fragmenty tekstów, zdjęć i tworze z nich świat wokół siebie. Żadne inne wydawnictwo nie działa na mnie w ten sposób. I tu niespodzianka…nawet Vogue nie działał na mnie „aż tak ;)”. Podoba mi się to, że ten tytuł nie daje gotowych recept a zachęca do własnych poszukiwań, daje spróbować i pozostawia niedosyt, by samemu drążyć i chcieć wiedzieć więcej na dany temat. Lektura tego pisma nie kończy się po prostu na jego przeczytaniu, ale trwa (gdy zachęcona artykułem szukam informacji na temat autora w internecie, oglądam albumy prac opisywanego malarza w bibliotece czy czytam poleconą na łamach pisma książkę itp). Poszczególne numery pisma nigdy nie wylądują w koszu, bo traktują o tematach ponadczasowych, ukazują wspaniale dopracowane stylizacje, które mogą stać się inspiracją dla kolejnych i kolejnych, nawet jeśli trendy się zmienią. O jakim piśmie mowa?

Oczywiście o Harper’s Bazaar . Postanowiłam dzielić się z Państwem wrażeniami po lekturze pisma, licząc oczywiście na ciekawe i jeszcze bardziej inspirujące nas wzajemnie dyskusje.

DSC07435 (2)

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Jeśli nie Vogue, to co? Czyli o poszukiwaniach pisma na miarę…

    1. Harper’s Bazaar ma wspaniale tradycje :) i na szczęście polskie wydanie jest naprawdę dobrze prowadzone :) Platformę odwiedzę dziękuję za podpowiedź, bardzo bym chciała tworzyć takie czasopismo…blog miał być taką delikatną i nieśmiałą namiastką. Mnie wciąż brakuje czasu i rąk ;) ale kto wie… jeśli nasza ekipa troszeczkę się powiększy ;)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s